Info


Moje rowery
Wykres roczny

Archiwum bloga
- 2014, Sierpień10 - 2
- 2014, Lipiec5 - 1
- 2014, Kwiecień4 - 4
- 2014, Marzec1 - 2
- 2013, Sierpień11 - 1
- 2013, Lipiec22 - 9
- DST 44.06km
- Czas 02:30
- VAVG 17.62km/h
- Sprzęt Diplomat
- Aktywność Jazda na rowerze
Dzień 1 - Majówkę czas zacząć
Piątek, 25 kwietnia 2014 · dodano: 12.05.2014 | Komentarze 2
Rano wstaję pełen energii, a wszystko to dzięki zbliżającemu się wyjazdowi. Dopakowuje ostatnie rzeczy, jeśli czegoś zapomnę to trudno :) Na pewno mam wszystko co do przeżycia potrzebne, a nie jadę też przez pustynię, żeby być zdanym tylko na siebie. Przed 10 Justyna przychodzi się pożegnać. Ja jeszcze dokręcam nowe adaptery pod sakwy do bagażnika. Śpieszę się bo zostało mi tylko 30 min do odjazdu pociągu do Wrocławia.
Ostatnie dokręcanie śrubek i pakowanie © Karmelito

Gotów na podbój Sudetów © Karmelito
Na dworzec dojeżdżam bezproblemowo. Już na początku podróży spotykam zapalonych rowerzystów. I to okazuję się, że z Rzeszowa i mieszkają niedaleko mnie! Niestety wysiadają już w Katowicach i po godzinnej rozmowie i chwili relaksu czytając książkę, musimy się pożegnać. Planowo po ponad 5h stoję na peronie wrocławskiego dworca. Na początku nawet nie wiem gdzie się ruszyć. Pytam mieszkańców o drogę na rynek i już po 15 minutach robię zdjęcia uroczemu rynkowi. Po drodze obserwuje wiele pomników i zabytkowych budynków, które robią wrażenie.

Industrialne budynki zaciekawiają © Karmelito

Wrocławski rynek © Karmelito

Ten to się nie boi wyraźnie pokazać s**m na to wszystko :P © Karmelito

Piękne miasto! © Karmelito

Uniwersytet Wrocławski © Karmelito
Tak samo jak zaskoczyła mnie ilość dróg rowerowych w mieście. I to po prostu wszędzie! Choć nie zawsze łatwo mi było z nich korzystać, ponieważ nie znam miasta i zdarzało się że droga ta mocno odbijała od mojego kierunku jazdy i wolałem się trzymać jezdni, lecz okazywało sie, że za kilkaset metrów wiedzie znów obok. Co chwilę upewniam się, czy powinienem jechać w tym kierunku. Niestety okazuje się, że źle pojechałem i nadrobiłem łącznie 10km. No nic zdarza się, przecież chyba mi się nie spieszy prawda? Jeszcze przed wyjazdem z miasta coś dziwnie mi trzeszczy przy bagażniku. Okazuje się, że gwint się wyrobił. Jednak sklep rowerowy znajduję po przejechaniu kilkuset metrów i bez problemu załatwiam śrubkę z nakrętką, co rozwiązało problem. Między 18, a 19 złapała mnie potężna ulewa. Nie mam się gdzie ukryć, zanim wyciągnę kurtkę i tak będę juz przemoczony więc pedałuję ile sił w nogach. żeby dotrzeć do jakiegoś suchego miejsca. Przez dłuższy czas nic nie ma. Jednak powoli wyłoniła się malutka stacja paliw. Okazało się, że prowadzi ją starszy pan, którego korzenie sięgają daleko wgłąb Ukrainy. Po kilku minutach dołącza się do nas jego żona i zaprasza na herbatę. Jak zwykle na tym się nie skończyło. Zaraz dostałem kanapki z wszystkim co w domu dostępne i ciasto na deser. Jednak czasu się nie oszuka. Robiło się już ciemno, ja jestem przemoczony i z perspektywa noclegu na dziko niezbyt mnie przekonywała. Gospodarze widząc moją sytuację, zaproponowali mi nocleg u siebie na kanapie. Synowie już dawno się wyprowadzili więc miejsca jest aż nadto. Mam do dyspozycji prysznic(z zimną wodą ale w końcu zimna woda zdrowia doda!). Po odświeżeniu czytam 2 rozdziały książki i odpływam w dalekie azjatyckie ostępy, o których właśnie czytam.

Ileż to tej miłości u nas! © Karmelito

Katedra Wrocławska © Karmelito

Za płaskim miastem lekko pod górę © Karmelito
Kategoria Sudety 2014